Spis treści numeru 23
Historia, dzień dzisiejszy, wizje przyszłości
Opolski Akropol

(Rozmowa Haliny Skarbimirskiej z JM rektorem Uniwersytetu Opolskiego prof. dr. hab. Stanisławem Sławomirem Nicieją)

  • To, co się obecnie dzieje na placu Kopernika, budzi powszechne zainteresowanie w mieście i na Uniwersytecie.

    Tak, bo okolice placu Kopernika zamieniły się w wielki plac budowy. Tu powstaje nowoczesne centrum handlowo-kulturalne o nazwie Copernicus Center, z siecią sklepów i pasaży. Będą tu multikina i sale ekspozycyjne. Wyburzane są budynki w dawnej fosie na Podzamczu przy krenelowanej baszcie Zamkowej i pomniku Józefa Lompy. Tamtędy, między ulicami Osmańczyka i Sempołowskiej, przed frontonem przyszłego Rektoratu, będzie przebiegał malowniczy trakt z kamiennymi schodkami. Lada miesiąc zostanie usunięte targowisko "Cytrusek" ze środka placu Kopernika. Kupcy przeniosą się na plac w sąsiedztwie ulicy Reymonta, a w to miejsce wejdą buldożery, by wykopać podziemny parking, na dachu którego umieszczony będzie zielony skwer z ławkami i lampami oksfordzkimi, mający charakter plantów przed Uniwersytetem.

    No i od trzech lat trwa remont najważniejszej dla nas, dla Uniwersytetu, budowli - gmachu podominikańskiego, ogromnego kubaturowo, który przez kilka pokoleń znany był na Śląsku jako słynny Sanct Adalbert Hospital, czyli szpital św. Wojciecha. Gdy decydowałem się, a była to dla mnie osobiście jedna z najbardziej ryzykownych decyzji, jaką podjąłem w życiu, aby ten walący się, zdewastowany, opuszczony od kilku lat przez gospodarzy obiekt przejąć i odbudować dla Uniwersytetu, nie miałem ani pieniędzy (ok. 30 mln nowych złotych), ani pomysłu, jak i gdzie je zdobyć.

  • Czy jest Pan pewien, że doprowadzi Pan ten remont do końca? Mimo że na budowie, którą prowadzi firma Rekonsbud p. Mariana Habrajskiego, pracuje dziennie około 100 osób, wydaje się, że jest to zaledwie półmetek. Mnogość sal i korytarzy porusza wyobraźnię.

    Tak, teraz jestem już pewien, że budowla będzie skończona. Wprowadza to nawet w moje myślenie rodzaj swoistego uspokojenia, którego nie miałem w ciągu ostatnich czterech lat, żyjąc w stresie, że porwałem się na rzecz niewykonalną, a jednocześnie grożącą destabilizacją finansową Uniwersytetu. Ten lęk mam już za sobą. Środki na remont są zapewnione.

    Panorama Opola AD 1680
    Panorama Opola, rycina z 1680 roku

    Remontowany obecnie gmach Rektoratu przy placu Kopernika 11 jest jedną z najstarszych budowli na tzw. Opolskim Akropolu - w najwyżej położonej części miasta, gdzie znajduje się wiele historycznych pamiątek świadczących o dawnej świetności Opola.

    Pierwotnie w budowli tej usytuowany był klasztor Dominikanów. Brak precyzyjnych źródeł powoduje, że liczni badacze, m.in. Tadeusz Chrzanowski, Marian Kornecki, Urszula Popłonek, Włodzimierz Kaczorowski, Krystyna Zawadzka nie byli dotychczas w stanie określić z dokładnością roku, kiedy w Opolu wybudowano klasztor Dominikanów na Opolskim Akropolu. Pierwsza wzmianka o budowie klasztoru pochodzi z roku 1254. Początkowo była to budowla drewniana. Około 1350 roku klasztor, podobnie jak przylegający do niego kościół pod wezwaniem św. Wojciecha, zwany "Na górce", były już budowlami murowanymi.

    Klasztor Dominikanów

    Klasztor Dominikanów wg rysunku Fryderyka B. Wernera.


    Możemy więc bez cienia wątpliwości powiedzieć, że gmach, który wkrótce stanie się sercem Uniwersytetu i będzie chlubą oraz ozdobą miasta, ma metrykę liczącą ponad siedem wieków. Przylega doń kaplica, według tradycji wzniesiona w miejscu związanym z pobytem w 984 r. wybitnej postaci w dziejach chrześcijańskiej Polski i Czech, biskupa Pragi - św. Wojciecha, męczennika zabitego przez Prusów, którego ciało wykupił król Bolesław Chrobry.

    Œw. Wojciech

    Figurka św Wojciecha wykonana z piaskowca.


    Kaplica ta i związana z nią legenda przesuwa historię tego miejsca jeszcze o trzy wieki wstecz. Czy można dla Uniwersytetu - jako instytucji, która osadzona jest głęboko w etosie średniowiecza - znaleźć lepsze miejsce dla jego materialnej lokalizacji?

    Budowla, która ma tak imponującą przeszłość i znaczenie historyczne nie tylko dla Śląska Opolskiego, przez siedem wieków przeżywała swe lata wspaniałe - kiedy dzięki mecenasom, artystom, mądrym gospodarzom, wybitnym duchownym i kaznodziejom piękniała i rozrastała się - oraz lata tragiczne, kiedy była palona, grabiona, dewastowana przez żołnierzy szwedzkich, pruskich, francuskich, rosyjskich, kiedy pozbawiona gospodarzy - wygnanych bądź wydziedziczonych - popadała w ruinę.

  • Czy zachowała się ikonografia?

    Włożyłem wiele wysiłku, aby pozyskać ikonografię ilustrującą, jak zmieniał się kształt budynku klasztornego. Ikonografia ta jest bardzo skromna. Pierwszy znany rysunek klasztoru Dominikanów w Opolu pochodzi z połowy XVIII w., a więc liczy około 250 lat i został wykonany przez sławnego śląskiego kartografa, rysownika i podróżnika Fryderyka Bernarda Wernera - autora setek panoram miast śląskich. Warto pamiętać, że Werner pozostawił po sobie kilka tomów rysunków wykonanych z autopsji. Częstokroć, aby zrobić odpowiednią panoramę, musiał wchodzić na wysokie drzewa albo dachy domów. Werner, twórca znanej "Topografii Śląska", narysował w 1734 r. świetną, znaną dość powszechnie panoramę Opola od strony zachodniej, z widokiem przez Odrę, ale uwagę swą skupiał też na zabudowaniach klasztoru i kościoła Dominikanów. Bardzo to cenny dokument dający wyobrażenie, jaki pierwotnie układ miał klasztor - i ilustrujący dzieje opolskiego Akropolu.

    Drugi rysunek, którego autorem jest nieznany nam z imienia Krüger, przedstawia klasztor Dominikanów i związany z nim integralnie kościół "Na Górce" - po gruntownej przebudowie w latach 1701-1708 w stylu barokowym i po jego odbudowie po straszliwym pożarze w 1739 r., który strawił tę budowlę. Rysunek Krügera pochodzi jednak z roku 1835, a więc sprzed 165 lat. Budowla ta popadała wówczas po raz kolejny w ruinę, gdyż w roku 1810 na mocy edyktu cesarza Prus Fryderyka Wilhelma III zlikwidowano klasztory na Śląsku, a mienie konwentu przejęło państwo. Ostatnim przeorem Dominikanów w Opolu był Andrzej Mondry. Do Opola Dominikanie już nigdy nie wrócili.

    Popadający w ruinę klasztor, w którym przez kilkanaście lat mieściły się biura Zarządu Prowincji, a później mieszkania urzędników, 5 lipca 1845 r. kupił proboszcz parafii św. Krzyża w Opolu kanonik Karl Alois Gaerth z zamiarem przekształcenia budowli w szpital, tak wówczas potrzebny dla rozrastającego się miasta. Dzięki niezwykłej ofiarności, którą przypłacił zdrowiem, a w konsekwencji i życiem, zdobył odpowiednie fundusze i w ciągu sześciu lat odbudował i poważnie przebudował zabudowania klasztorne. 23 kwietnia 1851 roku Gaerth otworzył w nich bardzo nowoczesny na ówczesne warunki szpital, któremu nadał imię wiążące się z tradycją tego miejsca - św. Wojciecha (Sanct Adalbert Hospital). W tym miejscu bowiem św. Wojciech w 984 r. głosił swe kazania. Szpital w krótkim czasie uzyskał sławę jednej z najlepszych lecznic na Śląsku.

  • Czy wiadomo coś więcej o tym kanoniku budowniczym?

    Tak. Była to bardzo ciekawa postać. Prof. Włodzimierz Kaczorowski poświęcił mu obszerne studium biograficzne ("Śląsk Opolski" 2000, nr 3). Karl Alois Gaerth (1789-1855) żył 66 lat, nie znał języka polskiego, był Niemcem, pochodził z Głubczyc. Po święceniach kapłańskich, które otrzymał w 1812 roku, pracował jako wikary w Grobnikach, w 1835 r. został proboszczem parafii św. Krzyża w Opolu (dziś kościół katedralny). Opole ma mu wiele do zawdzięczenia. Jak ustalił ks. Stefan Baldy, obok kościoła wybudował nową plebanię i nową szkołę katolicką. W katedrze przebudował chór i rozbudował organy. W 1843 r. podjął zabiegi, aby uzyskać opuszczone zabudowania klasztoru Dominikanów. Władze pruskie nie zgodziły się na to, ale zaproponowały mu kupno klasztoru za kwotę 4035 talarów. Ku zaskoczeniu Gaerth zgromadził taką kwotę, dzięki niezwykle sugestywnej agitacji wśród parafian i prywatnym oszczędnościom. Jak dowodzą źródła, z własnej kieszeni wyłożył 1000 talarów.

    W maju 1844 roku Gaerth został mianowany kanonikiem przy katedrze wrocławskiej i wówczas opuścił Opole. Nadal jednak z Wrocławia kierował remontem klasztoru w Opolu, przebudowując go w szpital. Inwestycja była imponująca. Gaerth żył tą budową, bardzo często widywano go na placu budowy. Osobiście ingerował w projekty, ale najwięcej wysiłku wkładał w gromadzenie funduszy. Była to praca katorżnicza, wyczerpywała go fizycznie i psychicznie. Podupadał na zdrowiu, ale żył ideą fixe. Wierzył, że stworzy w Opolu nowoczesny szpital, i marzenie swoje zrealizował. Zmarł 26 kwietnia 1855 r. we Wrocławiu. Nie wiadomo, gdzie został pochowany. Prof. W. Kaczorowski, który ma dowody, że zwłoki Gaertha przewieziono z Wrocławia do Opola z zamiarem pochowania go w podziemiach katedry, przypuszcza, że mógł spocząć ostatecznie na cmentarzu komunalnym w Opolu, przy ulicy Wrocławskiej.

    Dotychczas nie jest też znana podobizna kanonika Gaertha. A szkoda, bo chciałbym jego portret umieścić w jednej z sal przyszłego Rektoratu. Zasłużył sobie na to swoją pracą i niezwykłym poświęceniem. Miejmy nadzieję, że dalsze badania przyniosą nowe odkrycia wiążące się z biografią Gaertha i przekształceniami sławnej budowli.

  • Czy dużo zostało z dawnych murów klasztornych w remontowanym budynku Rektoratu?

    Przede wszystkim zachował się barokowy refektarz w skrzydle przylegającym do kościoła, nakryty sklepieniem kolebkowym, z lunetami ozdobionymi trzema plafonami z późnobarokową polichromią. W plafonie środkowym, o bardzo zdobnym wykroju, znajduje się obraz Trójcy Świętej. Na owalnych plafonach bocznych umieszczono wizerunki św. Michała Archanioła i Anioła Stróża. Tam też znajdują się inskrypcje, zawierające chronostychy (chronogramy w formie wiersza) z datami 1730 i 1734. Te plafony szczęśliwie przetrwały tragiczny, jeden z największych w dziejach Opola, pożar klasztoru oraz kościoła "Na Górce" w 1739 r. i dziś są już z pietyzmem odnowione. Cały zresztą refektarz otrzymał teraz nowe żelbetowe głębokie fundamenty. Stał dotychczas - aż nie chce się wierzyć - na marglu i glinie. Został też osuszony podsypkami i odwodniony specjalnymi drenami.

    Ponadto ze starego klasztoru zachowały się dawne przyziemia i stojąca na nich zakrystia. Jedną z najważniejszych sal po dawnym klasztorze jest oratorium o pięknym łukowym sklepieniu. Tu będzie mieścić się sala Senatu Uniwersytetu Opolskiego, którą pragniemy wyposażyć w piękne obrazy i stylowe meble, wnęki nisz chcemy wypełnić rzeźbami.

    Odbudowana będzie kaplica św. Wojciecha, a przed jej drzwiami wejściowymi od strony biblioteki filologów umieszczone zostaną dwie tablice epitafijne z 1605 r., przedstawiające rodzinę starosty brzeskiego Fryderyka Kitlitza, które przed kilku laty z grupą przyjaciół wydobyłem z gruzowiska i zabezpieczyłem przed dalszym niszczeniem w Pępicach. Obecnie, decyzją władz gminy Wiązów i dolnośląskiego konserwatora zabytków we Wrocławiu Andrzeja Kubika, mają trafić na trwałą ekspozycję na historyczne mury przed kaplicą św. Wojciecha. Od trzech lat było to moje marzenie i teraz się ziszcza.

    Inne remontowane gruntownie oraz przebudowywane mury i pomieszczenia pochodzą z czasów, gdy był tu szpital św. Wojciecha (Das Sanct Adalbert Hospital), a więc z lat 1851-1945. Są to obszerne skrzydła budowli od ulicy Sempołowskiej (segment B) i od Małego Rynku (segment C). Ta część budowli została wzniesiona przez kanonika Karla Aloisa Gaertha i poszerzona przez jego następców w 1885 r. Szpital św. Wojciecha, w którym mogło się leczyć jednorazowo kilkaset osób, był na ówczesne warunki bardzo nowoczesny. Posiadamy ikonografię ukazującą, jak zadbane i przestronne były sale, gabinety specjalistyczne i korytarze szpitalne.

  • Czy w czasie ostatniej wojny zniszczenia dotknęły tę budowlę?

    Tak, częściowo została spalona i całkowicie splądrowana przez wojska radzieckie, a zwłaszcza fale szabrowników, które wiosną 1945 r. przeszły przez Opole. Tu rozegrały się podobne sceny jak w filmie Józefa Hena i Jerzego Hoffmana "Prawo i pięść". Po niezbyt rzetelnej odbudowie umieszczono tu Wojewódzki Szpital Zespolony, któremu nadano imię Karola Miarki. Pracowało tu wielu znakomitych opolskich lekarzy, zwłaszcza kardiologów. W latach 1946-1993 leczyło się tam tysiące opolan. Wielu też w tym szpitalu zmarło, że wymienię tylko zmarłego w 1975 r. wybitnego prawnika i politologa, dyrektora Instytutu Śląskiego prof. Józefa Kokota i zmarłego w 1986 r. wybitnego językoznawcę prof. Henryka Borka.

  • Kiedy budynek został przejęty przez Uniwersytet?

    Trzy tygodnie po objęciu funkcji rektora, 26 września 1996 r., jeszcze przed inauguracją nowego roku akademickiego, zorganizowałem publiczną debatę i zwołałem w tej sprawie specjalne posiedzenie Senatu z udziałem licznych gości, których opinie i prestiż wysoko sobie ceniłem. Członkowie Senatu oraz dyrektorzy instytutów, a także byli rektorzy naszej uczelni - po wizji lokalnej na miejscu - mieli opowiedzieć się, czy Uniwersytet decyduje się przejąć budynek poklasztorny. Dyskusja trwała kilka godzin. Była pełna kontrowersji, obaw i niepokojów. Przerażał przewidywany koszt remontu oraz stan obiektu: zawilgocone, popękane, zagrzybione ściany i stropy. Nad dyskusją ciążyły domniemania i domysły, że wzgórze, na którym stoi budowla, nie jest stabilne i grozi mu obsunięcie się w kierunku Małego Rynku, że utwardzenie samych fundamentów może pochłonąć trudne do skalkulowania fundusze.

    Po kilku tygodniach Senat miał przyjąć zasadniczą uchwałę. Nie można dziś odtworzyć, ile odbyło się wówczas debat kuluarowych. Daleko było w tej sprawie do jednomyślności.

    W połowie listopada 1996 r. zapadła decyzja akceptująca pomysł, ale z klauzulą dającą Uczelni możliwość wycofania się z niej. Dopiero 20 lutego 1998 roku podpisałem akt notarialny rozstrzygający ostatecznie sprawę. Za kwotę 49 milionów starych złotych wojewoda opolski Ryszard Zembaczyński, w imieniu Skarbu Państwa, sprzedawał budynek poklasztorny i zarazem poszpitalny Uniwersytetowi. Przewidywany koszt remontu rozłożony na kilka, a może kilkanaście lat, miał wynosić 300 miliardów starych złotych. Na posiedzeniu Senatu wojewoda Zembaczyński obiecał wspomóc remont kwotą 12 miliardów starych złotych, w czterech corocznych ratach, po 3 miliardy rocznie. Uniwersytet otrzymał tylko jedną ratę, bo wkrótce zmienił się wojewoda, a nowo mianowany nie identyfikował się z decyzją swego poprzednika. Uniwersytet musiał poradzić sobie sam, bez jakiejkolwiek pomocy finansowej władz wojewódzkich.

    Zaczęły się mozolne zabiegi o zdobycie funduszy na remont w fundacjach, u sponsorów, w ministerstwie, w Komitecie Badań Naukowych. Pierwsze pieniądze na projekt remontu w wysokości 2,5 miliarda starych złotych dał Uniwersytetowi prezydent miasta Opola Leszek Pogan.

    Czas wtedy wyjątkowo nie sprzyjał nowym inwestycjom w szkolnictwie wyższym, gdyż w państwie gwałtownie malały nakłady na naukę.

  • Jak gruntowny jest remont budynku poklasztornego?

    To jest absolutnie remont kapitalny połączony z przebudową i zmianą funkcji wszystkich pomieszczeń. Dlatego jest tak bardzo kosztowny. Nastręczał od początku niewyobrażalne - przy wznoszeniu nowych obiektów - problemy. Przede wszystkim już sam projekt remontu, który wykonali znakomici architekci, państwo Krystyna i Andrzej Szczepańscy, był paraliżowany faktem, że mamy do czynienia z zabytkiem. A w takim wypadku, gdy się nie ma w pełni kompetentnego i skorego do szybkich decyzji pozytywnych, podpowiadającego oryginalne rozwiązania i życzliwego urzędnika odpowiadającego za zabytki, wchodzi się na cierniową drogę udręki. Kiedyś dokładnie opiszę, z jakimi absurdami trzeba było walczyć, aby uratować ten ważny obiekt bez najmniejszej pomocy finansowej ze strony wojewódzkich służb ochrony zabytków.

    Projekt przygotowany przez Krystynę i Andrzeja Szczepańskich jest bardzo dobry, a rozwiązania dachowe - które wzbogaciły ten budynek kubaturowo i o jedną trzecią całkowitej powierzchni użytkowej - uważam za znakomite. Obiekt jednak mógłby być jeszcze lepszy, bardziej w swym wyrazie barokowy, bardziej wyrafinowany i elegancki w sztukaterii - o łukowych i lukarnowych oknach, zwłaszcza od strony Małego Rynku, oraz o podwyższonych krenelażach na trzech neogotyckich wieżach: bibliotecznej, dziekańskiej i rektorskiej. Niestety, pech chciał, że trzeba było dyskutować nad pójściem w jeszcze bardziej oryginalne i stylowe rozwiązania z urzędnikiem o bardzo ciasnej wyobraźni w dziele renowacji zabytków, obojętnym na fakt, co by się stało z tym obiektem, gdyby nie ogromna determinacja władz Uniwersytetu, aby zdobyć ogromne pieniądze na remont.

    Ponadto już na początku prac remontowych, które po wygranym przetargu prowadzi znakomita firma "Rekonsbud" inżyniera Mariana Habrajskiego, okazało się, że zabudowania poklasztorne nie mają fundamentów, stoją na glinie i marglu, a główny filar, na którym wznoszą się trzy najstarsze kondygnacje, znajdujący się w środku budynku jako swoisty, stabilizujący budowlę trzpień, nie tylko nie ma fundamentów, ale jeszcze w środku za warstwą cegieł jest wypełniony starym gruzem.

    Nie ma tygodnia, abym nie był na budowie, dokumentując fotograficznie każdy krok i uczestnicząc w naradach inżynierskich. Wielokrotnie patrzyłem z podziwem, ale i lękiem, jak pracownicy Rekonsbudu pod nadzorem inżynierów wykonywali ciężkie, pracochłonne, misterne ręczne podkopy, aby etapami wzmacniać fundament; jak klamrami ściągali rozsuwające się mury, stopniowo usuwając glinę i margiel, i wypełniali te miejsca plombami z żelazobetonu. Taczkami spod fundamentów wywieziono dosłownie dziesiątki ton gliny i margla, wbito dziesiątki pali stabilizujących wzgórze Akropolis, które miało tendencje zapadania się. Trwające kilka miesięcy prace przy głównym filarze były ciągle na granicy ryzyka zawalenia się budowli. Jestem pełen podziwu dla fachowości pracowników Rekonsbudu, którzy zrekonstruowali ważący setki ton główny filar oraz łukowe sklepienia w okolicach przyszłej sali Senatu i w holu rektorskim. Centralny segment - gdzie znajdują się: wieża rektorska, gabinety prorektorów, gabinety dziekanów oraz czasza oszklonej auli, a więc najbardziej efektowne pomieszczenia - został wzniesiony od podstaw, gdyż cegła, z której zbudowany był ten fragment budowli, była źle wypalona i przegniła. Konserwowanie tego gruzowiska byłoby bezsensem.

    Jeszcze bardziej skomplikowana jest odbudowa kaplicy św. Wojciecha, która stoi na grożącej obsunięciem skarpie. Kaplica ma popękane od sufitu po fundament wszystkie ściany. Rysy są częstokroć szerokości dłoni. Umacniając skarpę trzeba będzie, jak to już zrobiliśmy pod wieżą rektorską, pod ciśnieniem wlać tony zaprawy cementowej, a później sklamrować popękane mury kaplicy. W przygotowaniach do remontu kaplicy nie potrafię przecenić pomocy, jaką uzyskałem od księży Alberta Glesera i Piotra Maniurki.

  • Kiedy przewidywany jest termin oddania obiektu do użytku? Wiele wskazuje, że może to być 1 października 2001 r., ale bardziej prawdopodobna jest data 10 marca 2002 r. - w ósmą rocznicę powstania Uniwersytetu.

    U Edwarda Szczapowa - znakomitego portrecisty i pejzażysty, który ma w swym dorobku kilka udanych artystycznych prób odtworzenia dawnych widoków Opola, zamówiłem trzy obrazy - swoisty tryptyk - które będą przedstawiać klasztor Dominikanów według ryciny Krügera, szpital św. Wojciecha po przebudowie przez Gaertha według fotografii z 1907 r. i gmach Uniwersytetu po przebudowie obiektu w latach 1998-2001, według projektu Krystyny i Andrzeja Szczepańskich. Obrazy Edwarda Szczapowa będą artystyczną wizją najważniejszych budowli na Opolskim Akropolu, inspirowaną znanymi dokumentami ikonograficznymi oraz fotografiami.

  • Nowo budowane bądź świeżo pozyskiwane obiekty Uniwersytetu przyjmują nowe atrakcyjne nazwy, jak choćby księgarenka "Sokrates", audytorium Księcia Jana Dobrego (dawna sala 154), Villa Academica, Collegium Pedagogicum, dom studenta "Niechcic". Jaką nazwę otrzyma przebudowywany gmach na placu Kopernika? Słyszałam, że z racji Pańskiego zaangażowania, poświęcenia i determinacji, z jaką Pan walczy o fundusze na odbudowę, zważywszy osobisty nadzór nad przebiegiem remontu - ma to być w przyszłości Collegium Niciejanum. Tak, słyszałem również ten dowcip, który notabene bardzo mi pochlebia. Ale mówiąc poważnie, to jestem osobiście za tym, aby gmach ten otrzymał nową nazwę Collegium Maius, skoro będzie to główny i jeden z największych budynków Uniwersytetu. Takie nazwy mają centralne budynki w wielu uniwersytetach europejskich - tam, gdzie mieszczą się rektoraty. To jest nazewnictwo i tradycja średniowiecza. Jest jeszcze drugi powód. Otóż wszystko wskazuje, że na Opolskim Akropolu Uniwersytet otrzyma niebawem drugi budynek - po dawnym szpitalu dziecięcym. Jest to wzniesiony w połowie XIX wieku w stylu neogotyckim czteropiętrowy budynek z czerwonej, specjalnie wypalanej cegły. Jestem w tej sprawie już po licznych debatach z prezydentem Opola Leszkiem Poganem i wymianie odpowiedniej korespondencji. Decyzja wydaje się ze wszech miar uzasadniona. Na tak małej przestrzeni nie może być dwóch gospodarzy. Ten budynek, od 10 lat opuszczony, po remoncie (Uniwersytet będzie miał na to pieniądze) - mógłby mieć nazwę Collegium Minus. To ma swą logikę i uniwersytecką wymowę.

  • Wynika z tego, że w Pańskiej wizji Uniwersytet zamierza mocno osadzić się na Opolskim Akropolu.

    Tak, tu można znaleźć dziesiątki argumentów, aby ta wizja najbardziej optymalnie służyła naszemu miastu i regionowi, a co za tym idzie - całej kilkunastotysięcznej wspólnocie uniwersyteckiej.

    Opole nie jest miastem żyjącym z produkcji przemysłowej, ale powtórzę to po raz kolejny, że coraz wyraźniej rysuje się przed nim szansa, aby stać się miastem, którego główną siłą motoryczną będą nauka i oświata, a więc placówki i instytucje edukacyjno-kształceniowe. Opole w ostatnich latach ma ogromny przyrost studentów i pracowników naukowych. W trzech uczelniach wyższych kształci się tutaj ponad 30 tys. studentów, a więc co piąty mieszkaniec miasta jest studentem.

    Uniwersytet jest bardzo miastotwórczy, jest magnesem, który ściąga młodzież i wysoko specjalistyczną kadrę. Jest wielkim przedsiębiorstwem (1500 pracowników, 34 budynki, 18 tys. studentów), które przynosi miastu, obok splendoru - dochody. Jest dużym rynkiem pracy. Przykładem dla nas może być Toruń, który jako miasto jest podobnej wielkości, ale istniejący tam od 55 lat Uniwersytet - dziś jeden z najlepszych w kraju, mający wielki prestiż - uzyskał nieporównywalnie większy wpływ na kształtowanie obrazu i ekonomii miasta niż ma to miejsce w Opolu. Zaprosiłem właśnie JM rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu prof. Jana Kopcewicza, aby podzielił się z nami toruńskimi doświadczeniami. Ten przykład może być dla nas inspirujący i budujący.

  • Przykład toruński jest rzeczywiście imponujący.

    Dlatego tak wielki sens widzę w tym, aby Uniwersytet w Opolu osadzić fizycznie w sercu miasta, na całym Opolskim Akropolu. Wydaje się, że w perspektywie 20 - 30 lat Uniwersytet powinien przejąć tu kolejne obiekty. Ponieważ będzie pogłębiać się w Polsce tendencja likwidowania wąsko specjalistycznych szkół zawodowych i techników, może za kilka lat pojawić się możliwość przejęcia budynku po obecnym Zespole Szkół Zawodowych na Wzgórzu Zamkowym. To są historyczne obiekty. Przede wszystkim neogotycka wieża zamkowa z bardzo interesującym krenelażem (zębatym zwieńczeniem, służącym niegdyś łucznikom w celach obronnych). Drugi obiekt - to wzniesiony w 1830 r. w miejscu zburzonego kościoła Jezuitów klasycystyczny budynek dawnego gimnazjum, do którego uczęszczał Jan Kasprowicz. Trzeci obiekt - to zabudowania internatowe, niegdyś służące jako mieszkania dla kadry pedagogicznej.

    Wobec perspektywy powołania i rozbudowy na Uniwersytecie kierunku: historia sztuki, pojawi się konieczność bliskiego współdziałania, a nawet swoistej symbiozy z Muzeum Śląska Opolskiego, które u stóp Opolskiego Akropolu od strony Rynku ma siedzibę w dawnym kolegium jezuickim.

    Zbudowanie szerokich schodów, które będą prowadzić na Uniwersytet od strony Małego Rynku (dziś jest tam zbocze pokryte trawnikiem), oraz wprowadzenie do przekształconych zabudowań podominikańskich setek studentów: ludzi młodych, ruchliwych, gwarnych, może naruszyć ciszę i intymność Sióstr Notre Dame, które rezydują w klasztorze przy ulicy Sempołowskiej i przy Małym Rynku, a sąsiadują z terenem Uniwersytetu dosłownie przez płot. Nie wykluczam więc, że może pojawić się w przyszłości problem przeniesienia się Sióstr Notre Dame w inne, bardziej zaciszne i spokojne, miejsce w mieście i odsprzedania tych zabudowań Uniwersytetowi. Uczelnia z kolei będzie musiała pozbyć się swoich budynków, które w nowych warunkach staną się jej nieprzydatne, których funkcje ulegają wyczerpaniu, jak choćby już obecnie - zamku w Dąbrowie Niemodlińskiej z szesnastohektarowym parkiem.

    Oczywiście to, o czym obecnie mówię, jest patrzeniem na problem z perspektywy kilkudziesięciu lat. Na pewno nie stanie się to w kadencji obecnych władz rektorskich oraz ich bezpośrednich następców. Czas pokaże, na ile ta wizja jest realna, a w jakim zakresie utopijna. Jedno jest pewne: Uniwersytet na stałe wpisuje się w pejzaż Opola. Usadawia się w jego sercu na Opolskim Akropolu i będzie już tam trwał przez całe pokolenia. W zabudowaniach, w których przez ponad 500 lat był klasztor Dominikanów, przez 150 lat - szpital, przez kolejne dziesięciolecia będzie Uniwersytet.

    Obecne kierownictwo Uniwersytetu jest tylko tym, które wprowadza Almae Matris Opoliensis w te szacowne mury.



Rozmowę przeprowadziła w grudniu 2000 r. Halina Skarbimirska
Do góry


Design & DB Interface Witold Rugowski
(c) 2001