Rozmowa z Adamem Hanuszkiewiczem po uroczystości nadania DHC

Pilnujcie szczęścia, pilnujcie światłości...

Wystąpienie doktora honoris causa UO Adama Hanuszkiewicza


Magnificencjo, drodzy Państwo, i ty, cholerny chórze, któryś mnie doprowadził do łez... To, co mnie tu spotkało, przekracza możliwości spokojnej reakcji. Sądzę, że wymaga ode mnie czegoś w rodzaju spowiedzi - zasłużyli na nią ci, którzy mnie tu zaprosili.


Istnieje oczywista samotność. Samotność człowieka, który wchodzi w zawód reżysera, toruje sobie drogę w materii, zostawiając z tyłu gładkie, piękne formy. To jest także samotność każdego z was, młodych. Nie ma wielkiej różnicy między samotnością aktora i samotnością naukowca. Ale jest jeszcze inna samotność, której jeszcze nie poznaliście. Samotność człowieka, który stracił przyjaciół - myślę tu o swoich lwowskich kumplach, którzy rozlecieli się w czterdziestym pierwszym roku po świecie. I to jest samotność druga, bardziej bolesna. Trzecia samotność to samotność braku Profesora. To dotkliwa samotność samouka, który zaczyna swoją pracę odwrotnie, niż to Pan Bóg przykazał. Droga samouka jest drogą bez teorii, bez Profesora. Zaczyna się ta droga od materii i ta materia właśnie jest czymś w rodzaju Profesora. Dopiero taka sytuacja jest kreatywna, wówczas dopiero nabiera się wiedzy i fachu. Materia nie zna litości, jest bezwzględna, nie można liczyć na czułość i dobroć profesora uniwersytetu, na wyrozumiałość. Materia jest jak kamień.

W mojej drodze z Profesorem-materią, po każdym przedstawieniu (tak się złożyło, że były one spontanicznie przyjmowane przez publiczność i agresywnie przez krytyków, bo każda nowa forma drażni ludzi, którzy nie wiedzą, na czym polega teatr), starałem się wyciągnąć wiadomości teoretyczne ze zrobionego spektaklu. Sumowałem to, czego się nauczyłem przy okazji robienia spektaklu i o czym natychmiast - robiąc kolejny spektakl - z całą świadomością zapominałem. Bo w sztuce, w przeciwieństwie do produkcji samochodów, trzeba zapomnieć o tym, czego się człowiek nauczył, bo z tej nauki nie wolno mu korzystać przy następnej robocie reżyserskiej. Nie wolno produkować własnych kopii. Każde przedstawienie, które jest kreatywne, powinno być prototypem. Dobre przedstawienie to takie, które atakuje naszą zmysłowość, zmusza do myślenia, jest piętnem czasu. Praca z klasyką jest pracą polegającą na przekładaniu jej na naszą epokę. Teatr musi udowodnić wielkość klasyków.

Praca samouka, autodydaktyka, jest pracą i nauką, która nigdy się nie kończy. Ja nigdy nie dostałem pieczątki potwierdzającej, że coś wiem. Całe życie, do dzisiaj, zdawałem sobie sprawę, że będę zdawał egzamin przed Panem Bogiem, że to Pan Bóg powie: "dobrze zrobiłeś". Ta rozmowa może być bardzo interesująca, bo tu na ziemi niektórzy powołując się na Pana Boga krzyczeli, że ja nie po bożemu reżyseruję. Nie wiedzą głupcy, że właśnie nie po bożemu - to jest po bożemu.

I oto w tej samotności wyciągacie do mnie rękę. Oto samotność outsidera ze Lwowa, idącego przez życie bez profesorów, wsparcia, kolegów w Warszawie... Ta moja samotność podważała istnienie szkoły reżyserskiej - to przecież sam Erwin Axer powiedział, że obecność Hanuszkiewicza podważa istnienie szkoły reżyserskiej. Efekty takiego do mnie stosunku odczuwałem na własnej skórze, pogłębiły one moją samotność. A teraz Uniwersytet Opolski wyciągnął do mnie ciepłą rękę. Podpisała się pod moim nazwiskiem i moją działalnością teatralną z całym majestatem i autorytetem uniwersytetu i w dodatku jeszcze ten chór... Jestem serdecznie zobowiązany, nisko się Wam kłaniam, nie wiecie, czym jest dla mnie to wyróżnienie, bo nie przeszliście tej drogi, którą ja przeszedłem. A teoretycznie to się nie da tego wiedzieć.

Chcę przy okazji powiedzieć Panu Profesorowi Nicieji, bo w Warszawie nie ma komu, że mam swoją filozofię teatru. Brzmi ona tak: trzeba zachowywać wierność strukturze utworu dramatycznego, a ta wierność z kolei zmusza do zbudowania odpowiedniej struktury czasowo-przestrzennej na scenie. Dlatego mnie, jako reżysera, nie można złapać. A teraz Profesorze, jeszcze ważniejsza sprawa: Adam Mickiewicz mówił, że literatura sensu stricte powstała w schyłkowej epoce augustiańskiej, kiedy po raz pierwszy zaczęto pisać... do czytania. Dotąd - jak wiemy - cała nasza literatura była wykreowana w mowie żywej. Myśmy o tym zapomnieli. Kiedy Platon przeczytał, co mu scriptores napisali o jego lektorskim wykładzie, to stwierdził, że jest to połowa tego, co istotnie powiedział. Po prostu nie wszystko da się zapisać.

Młodzi studenci, uświadomcie sobie: wielka klasyka przez wielkich pisarzy pisana jest partyturą dźwiękową mowy żywej. Wartość semantyczna jest wewnątrz partytury dźwiękowej żywego słowa, a nie w semantyce tekstu. Badano, że tylko w siedmiu procentach o znaczeniu tekstu decyduje zawartość semantyczna tekstu, w dziewięćdziesięciu trzech procentach decyduje intonacja, która kreuje myśl. Każda zmiana intonacji zmienia myśl. Dowiedziono tego w oparciu o utwory Szekspira. Ale o tym się nie wie.

Wybitny aktor rosyjski Smoktunowski, któremu na rok przed śmiercią powiedziałem: "ty spójrz widzowi w oczy", odparł, że widza nie ma. "No to po cholerę ty grasz przy pustej sali?" - zapytałem. On na to: "Widz jest, no jewo niet."

Wtedy ja nie wytrzymałem: "Taki mistyk socjalistyczny to ja nie jestem. Smatri w mai głaza". Smoktunowski zbladł i rzucił do mnie: "Ty czort. Znaczitsa, ja pieriejebał karieru". "Nie. Ty w durnym systemie wybiłeś się na pierwszego aktora Rosji" - powiedziałem.

Jeszcze jedno, Panie Profesorze, chciałbym zaznaczyć. Stało się z naszym słuchem coś zabawnego. W epoce średniowiecza czytano głośno teksty, dlatego że wówczas nie rozumiano tekstu czytanego po cichu. Augustyn pisał, że był jeden arcybiskup, który czyta po cichu i dlatego wzbudza powszechny podziw. Spróbujcie dziś czytać książkę głośno - nic nie będziecie rozumieli. Zmieniło się ucho. I ta zmiana ucha od czasów greckich trwała pięćset, sześćset lat.

I jeszcze jedno, Panie Profesorze. Co jest treścią przekazu dzieła sztuki? Treść przekazu jest kreacją odbiorcy. Stąd tyle jest treści przedstawienia, ilu jest odbiorców. Jak był jubileusz Becketta i stu najsłynniejszych beckettowców się zjechało, by ustalić o co chodzi w Becketcie, to każdy mówił co innego i każdy miał rację.

I jeszcze jedno, można głęboko przeżyć przedstawienie i nie mieć nic do powiedzenia, ale można też napisać inteligentną recenzję, a niczego nie przeżyć. Nie żądajcie od młodych ludzi, żeby wam powiedzieli, co zrozumieli z przestawienia. Siła obcowania z teatrem polega na obcowaniu z siłą przeżycia reżysera, aktorów, scenografa, oświetleniowca... Obcując z wyobraźnią tych ludzi człowiek staje się bogatszy. Nie zawsze człowiek wie, że jest bogatszy, bo to bogactwo nie jest związane z pieniądzem, jest związane z wartościami ważniejszymi. Obyście wy, młodzi, tych wartości nie zagubili, dlatego że pieniądze naprawdę szczęścia nie dają. Daję wam na to moje słowo honoru.

"Mieć" jest ważne, ale "być" jest ważniejsze. Życzę wam, żebyście wybrali zawód, który was będzie rozwijał. Trafić na swój zawód jest to niezwykle ważne. A właściwy zawód to taki, który człowiek i za darmo by wykonywał. Nie wybierajcie zawodu, który daje tylko pieniądze. Pilnujcie szczęścia, pilnujcie światłości! Bądźcie szczęśliwi!

A Księdzu Arcybiskupowi chciałem powiedzieć, że to, co usłyszałem w dzisiejszej homilii - bardzo mnie poruszyło. Wszystko, co zrobiłem w teatrze, było wypełnione miłością. Czytałem pierwszy tekst jak troglodyta, jeszcze nie wiedziałem, co to jest, ale jak zobaczyłem tam Światło i Miłość, to natychmiast chciałem się tym odkryciem podzielić z ludźmi. Tak się złożyło, że polska sztuka jest apollińska, jest jasna, a sztuka germańska jest dionizyjska. W polskiej sztuce zawsze jest uśmiech, a pod uśmiechem jest łza. I w tym jest duch boży. Polski język stworzył dla Pana Boga kategorię "S". W innych językach świata słowo "twórca" znaczy - i Bóg, i artysta. W języku polskim słowo "twórca" odnosi się tylko do artysty. Pana Boga nazywamy Stwórcą.

Dziękuję za wzruszenia, jakich w życiu nie miałem!


Do góry


Design & DB Interface Witold Rugowski
(c) 2001