indeks.jpg navi.jpg

 Spis treści numeru 35-36
Początek i kontynuacja.

Zanim przejdziemy do zasadniczych rozważań, zapytajmy: czy również w dzisiejszych czasach historia jest lub może być nauczycielką życia?

Odpowiadając na to pytanie znakomity znawca dziejów, doktor honoris causa naszego uniwersytetu prof. Janusz Tazbir stwierdził między innymi: Historia jest przedziwną nauczycielką życia. Wszyscy pchają się do katedr i chcą pouczać, natomiast ławki uczniowskie świecą pustkami. Szczególnie często wagarują politycy.

Zdarza się jednak, że i politycy dostrzegają zarówno korzyści, jak również zagrożenia, jakie mogą być dziełem współczesnej edukacji historycznej. Jako jeden z przykładów można przytoczyć przyjęcie w 1993 roku przez szefów rządów 32 państw europejskich tak zwanej Deklaracji Wiedeńskiej. Jest to dokument mówiący o potrzebie szeroko rozumianej popularyzacji wiedzy o przeszłości w duchu tolerancji, oraz o konieczności przeciwdziałania nacjonalizmowi, szowinizmowi, rasizmowi.

 Świadomi swoistej projekcji przeszłości na współczesność, nie zawsze w pełni zdajemy sobie sprawę z tego, że wiedza, także ta zapisana w podręcznikach historii, rzutuje bardzo wyraźnie na postrzeganie nas również współcześnie.

Pora więc zapytać: jak przez pryzmat książki szkolnej postrzegają nas młodzi mieszkańcy kontynentu europejskiego?.

W poszukiwaniu odpowiedzi sięgnijmy do podręczników, zakładając, że ta najbardziej masowa książka historyczna odgrywa bardzo ważną rolę w kształtowaniu świadomości młodzieży przyszłych obywateli Europy.

Dzięki bogatym zbiorom Instytutu im. Georga Eckerta z Brunszwiku udało się nam, w poszukiwaniu  informacji o Polsce i Polakach, przeanalizować podręczniki z 70 państw usytuowanych na różnych kontynentach. Czy rezultaty tych penetracji są dla nas satysfakcjonujące? Czy odzwierciedlają nasz rzeczywisty wkład w dzieje Europy?

W czasie ostatniego zjazdu historyków we Wrocławiu znany i ceniony historyk oraz polityk prof. Bronisław Geremek stwierdził między innymi, że Europa zawdzięcza Polsce cztery wielkie daty i związane z nimi wydarzenia o doniosłym znaczeniu. Jest to:

- rok 1241 (zatrzymanie inwazji mongolskiej pod Legnicą);

- rok 1683 (zatrzymanie inwazji tureckiej pod Wiedniem);

- rok 1920 (zatrzymanie inwazji bolszewickiej pod Warszawą);

- rok 1989 (początek przeobrażeń ustrojowych w Europie Środkowej).

Pójdźmy tym śladem. Analizując podręczniki z różnych krajów europejskich zauważamy, że o naszej roli w zatrzymaniu inwazji mongolskiej w XIII wieku rzadko piszą nawet nasi sąsiedzi. Podobnie informacje o odsieczy Wiednia nader często są wmontowane w kontekst działań całej koalicji, co wyraźnie osłabia tak mocno przez nas odczuwane zasługi Jana III Sobieskiego. Bitwa stoczona pod Warszawą w roku 1920 również tylko sporadycznie gości na kartach książek szkolnych i to nader często jako okazja do komplementowania francuskiej misji wojskowej. Pozostała nam data ostatnia, związana z przeobrażeniami, jakie miały miejsce w Polsce oraz Europie Środkowej i Wschodniej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Był okres, kiedy standardowy tekst informujący o tych wydarzeniach wypełniały doniesienia związane z Polską. “Solidarność”, Lech Wałęsa, “okrągły stół”, pierwsze wolne wybory parlamentarne. Na marginesie rozgrywających się w Polsce wydarzeń wspominano tylko o podobnych przemianach u naszych sąsiadów. Mieliśmy więc w europejskim i - dodajmy - światowym pisarstwie podręcznikowym swoje przysłowiowe pięć minut, kiedy to komplementowano nas nie tylko za odwagę, determinację i bohaterstwo na polu walki, ale i za mądrość polityczną, rozsądne kompromisy, umiejętność wykorzystania sprzyjającej koniunktury w sytuacji międzynarodowej, co dotąd nie zdarzało się zbyt często. Użycie w ostatnim zdaniu czasu przeszłego wydaje się być uzasadnione. Od połowy lat dziewięćdziesiątych zaczął się bowiem powolny, ale coraz bardziej widoczny proces egzemplifikacji tych wydarzeń sytuacją, jaka miała miejsce u naszych południowych sąsiadów. Nie jest to jeszcze tendencja dominująca, zwłaszcza w podręcznikach anglojęzycznych, ale nasza absencja staje się coraz bardziej widoczna. W poszukiwaniu przyczyn  tego stanu rzeczy, na miejscu pierwszym wymieńmy aktywną i systematyczną działalność popularyzacyjną, prowadzoną przez Czechów i skierowaną głównie do potencjalnych autorów opracowań podręcznikowych. Dotyczy to również czeskiego wątku martyrologicznego, czego przykładem mogą być Lidice.

Odwrotnie jest w naszym kraju. Przekonani o tym, że mamy zapewnione stałe miejsce na kartach historii, niewiele robimy, aby to miejsce utrzymać. Potwierdzeniem tej tezy mogą być obchody wielkich rocznic historycznych np. 50-lecie Powstania Warszawskiego. Wreszcie, jak to wynika z relacji autorów, bardziej do nich przemawia stabilniejsza niż u nas scena polityczna w Czechach, znacznie mniej obciążana różnymi zawirowaniami - nie zawsze zrozumiałymi dla zagranicznego odbiorcy - np. problem lustracji przywódców. Mając do dyspozycji miejsce na parę zdań o przeobrażeniach w tej części Europy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, poszukuje się przykładów, które nie ulegną szybko dezaktualizacji, ponieważ podręcznik powinien być w obiegu parę lat.

 Do przytoczonego przez nas - za profesorem Gieremkiem - kalendarium można dodać jeszcze parę innych dat związanych z wydarzeniami, które stanowią nasz powód do dumy. I chociaż, jak to staraliśmy się wykazać, dla współczesnego europejczyka przywoływanie tych wielkich wydarzeń z naszych dziejów nie ma większego znaczenia,  to jednak nam pozwala toczyć dyskusję z mieszkańcami naszego kontynentu z podniesioną głową. Warto sobie bowiem uświadomić, że mamy szansę zaistnieć na kartach europejskich i światowych podręczników  w momencie, gdy nasze dzieje splatają się w sposób bardzo ścisły z dziejami powszechnymi. Potwierdzeniem tej tezy jest nasza stała obecność przy charakteryzowaniu okoliczności, związanych z wybuchem II wojny światowej. Prawie w każdym opisie kampanii wrześniowej podkreśla się olbrzymią determinację, męstwo i bohaterstwo Polaków. Nie zawsze jest to powód do pełnej satysfakcji, jeśli zważymy, że standardowy tekst na ten temat jest nader często zbliżony do następujących sformułowań: Przewaga liczebna i techniczna armii niemieckiej była bardzo wyraźna. Polacy walczyli bohatersko, ale na nic się zdały desperackie szarże kawalerii na niemieckie czołgi.

W czasie spotkań z myślącą kategoriami racjonalnymi  młodzieżą szkolną w wielu krajach Europy mieliśmy okazję, obok słów uznania, wysłuchać także uwag krytycznych,  dotyczących takiego sposobu prowadzenia działań wojennych. Wyjaśnienia na temat rzeczywistego charakteru walk w czasie kampanii wrześniowej przyjmowano z niedowierzaniem.

 Wrzesień 1939 roku to nader często dla ucznia pierwsza i w zasadzie ostatnia okazja do zaznajomienia się z polskim czynem zbrojnym w czasie II wojny światowej. Nie pisze się bowiem o udziale Polaków w bitwach: pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino, czy wreszcie w bitwie o Anglię. Nie występujemy także w stosunkowo obszernych fragmentach zatytułowanych: “Nauka, technika, wywiad – na usługach wojny” Brakuje  również informacji o tak charakterystycznej dla I Rzeczypospolitej tolerancji religijnej, o naszym wkładzie w rozwój europejskiej myśli politycznej. Nasz dorobek w zakresie kultury jest tylko - i to sporadycznie - sygnalizowany. Analizując podręczniki historii, zwłaszcza krajów będących obecnie członkami Unii Europejskiej, wyraźnie dostrzegamy, że dla autorów tych opracowań czas historyczny, związany z pojęciem “Europa” jakby się zatrzymał w granicach monarchii Karola Wielkiego z przełomu VIII i IX wieku. Dotyczy to głównie okresu średniowiecza i czasów nowożytnych. Oznacza to częste pomijanie ośrodków gospodarki i kultury usytuowanego w Europie Środkowej i Wschodniej, co nie jest zgodne z rzeczywistością historyczną.

Zajmijmy się teraz czasami współczesnymi.

Zapewne nie zawsze sobie uświadamiamy, że batalia o akceptację naszego członkowstwa w Unii Europejskiej toczy się również na kartach podręczników historii i odzwierciedla pluralizm poglądów w tej sprawie społeczności państw członkowskich. Z jednej strony są to bowiem deklaracje poparcia, formułowane najczęściej przez osobistości oficjalne, w tym także papieża Jana Pawła II. Za jednym z podręczników włoskich przytoczmy jedną z wypowiedzi Ojca Świętego w tej sprawie: Wydarzenia w Polsce stworzyły historyczną szansę, by kontynent europejski odnalazł drogę do jedności. Polska ma pełne prawo uczestniczyć w tym procesie postępu i rozwoju.

Ale coraz częściej podręcznikowe informacje są odzwierciedleniem obaw i wątpliwości, będących udziałem części obywateli z krajów będących już członkami Unii. Dlatego znajdujemy zdjęcia zadymionego Śląska, czy spowitej również dymami - jak za czasów najlepszej prosperity – Nowej Huty. Temu materiałowi ilustracyjnemu  towarzyszy najczęściej pytanie: czy kraj, który tak zdegradował środowisko naturalne może być członkiem Unii Europejskiej?

 Przejdźmy do wątku personalnego, bo historia to przecież ludzie, oraz ślady ich działalności. Dotyczy to zarówno generałów, jak również szeregowych uczestników procesu dziejowego. Analiza podręczników krajów europejskich wykazała, że wiadomości dotyczące przeszłości Polski są najczęściej  odpersonifikowane. Dotyczy to zwłaszcza okresu średniowiecza i czasów nowożytnych. Stała obecność Mikołaja Kopernika, sporadyczna  - Marii Curie Skłodowskiej i Chopina (czasami kojarzonych z Francją) nie jest w stanie wypełnić tej luki. Znacznie lepszą sytuację obserwujemy w odniesieniu do dziejów XX wieku, ale i tutaj jest sporo błędów i nieścisłości.

Szanowni Państwo !

Nowy rok akademicki zaczynamy z optymizmem. Pora więc na informacje optymistyczne, również w wykładzie inauguracyjnym. Okazuje się bowiem, że autorzy - nie tylko podręczników europejskich - rezerwują stałe i  eksponowane miejsce dla papieża Jana Pawła II. Podkreśla się niezwykłą osobowość Ojca Świętego, Jego drogę życiową i polskie pochodzenie. W podręcznikach znajdujemy całe rozdziały poświęcone papieżowi. Wymieńmy tylko przykładowo ich tytuły: “Jan Paweł II i przebudzenie Wschodu Europy”,  “Jan Paweł II i nowa ewangelizacja Europy”. Przy charakteryzowaniu papieża używa się między innymi następujących określeń: “orędownik pokoju”, “zwolennik tolerancji i ekumenizmu,” “przyjazny mediom”, “obrońca pokrzywdzonych i cierpiących”, “wieczny pielgrzym”, “miłośnik przyrody”, “poliglota”, “stale uśmiechnięty”.

Zaskakująco dużo miejsca poświęca się pielgrzymkom papieża do Polski, oddając przy pomocy serwisu fotograficznego ich niezwykłą atmosferę. Oprócz wymienionego wątku za dobrą prognozę należy uznać udział polskiego autora w redakcji kolejnego wydania bardzo prestiżowej publikacji, jaką jest europejski podręcznik do nauczania historii.

Pora na podsumowanie.

Z analizy podręczników zagranicznych wynika, że obraz dziejów Polski ma najczęściej zabarwienie wiktoryjne i martyrologiczne. Tam, gdzie chodziło o odwagę, ryzyko, determinację, graniczącą często z szaleństwem – nie mieliśmy sobie równych. Byliśmy także prześladowani w czasach rozbiorów, w okresie drugiej wojny światowej, a po jej zakończeniu w czasie dominacji sowieckiej. Najczęściej więc wiatry historii były nam przeciwne. Taki obraz naszych dziejów może budzić współcześnie szacunek, ale w dzisiejszych czasach nie jest wzorcem godnym naśladowania. Dlatego dziękujemy Opatrzności, że młodzież z różnych krajów Europy i świata, dzięki niezwykłej osobowości papieża Jana Pawła II ma okazję poznawać także inne cechy Polaków.

 
up.pngDo góry

(c) 2001 Adrian Kajda