indeks.jpg navi.jpg


Kronika Uniwersytecka

Ujarzmianie kontrowersji

Z cmentarza pod kaplicę

Wywiad z prof. Antonim Opolskim

Potrójny jubileusz

Za dorobek naukowy i inwestycje

Nominacja do nagrody Totus 2002

Zrobiono dla nas wyjątek

Z cmentarza pod kaplicę

13 listopada 2002 r. obok kaplicy św. Wojciecha przy budynku Collegium Maius Uniwersytetu Opolskiego stanęła rzeźba przedstawiająca Chrystusa z krzyżem.

Chrystus zwany Pantokratorem - postać stojąca, z prawą ręką uniesioną w geście błogosławieństwa, w lewej ręce trzymająca krzyż lub ewangelię. Taki rodzaj kompozycji znany był już w sztuce bizantyjskiej, romańskiej, wczesnochrześcijańskiej.

13 listopada tego roku taka rzeźba stanęła obok kaplicy św. Wojciecha, przy budynku Collegium Maius Uniwersytetu Opolskiego.

Posąg przedstawiający Chrystusa trzymającego krzyż odnaleziony został na składowisku kamienia należącego do Zieleni Miejskiej. Skąd się tam wziął, ani jak długo przeleżał pod zwałami kamiennych płyt - dokładnie nie wiadomo. Istnieją przypuszczenia, że pochodzi ze starego cmentarza przy ul. Wrocławskiej, a na składowisko trafił podczas reorganizacji cmentarza. W chwili odnalezienia rzeźba była mocno zniszczona - czas i powódź zrobiły swoje. Najwięcej ubytków miał krzyż i prawa ręka. Mimo to przedstawiciele zarządu Zieleni Miejskiej postanowili zainteresować tym znaleziskiem ówczesnego rektora Uniwersytetu Opolskiego - prof. Stanisława Nicieję, który już wcześniej zajmował się odnawianiem tablic nagrobnych, wydobytych ze składowiska kamienia należącego do Zieleni Miejskiej. Po wstępnych oględzinach profesor Nicieja podjął decyzję o próbie renowacji rzeźby. O pomoc w tej kwestii zwrócił się do pracowników Instytutu Sztuki Uniwersytetu Opolskiego.

Zarząd Zieleni Miejskiej przekazał rzeźbę w depozyt Uniwersytetowi Opolskiemu. Prezes spółki, Adam Walawender, tak mówi o idei ratowania przed zniszczeniem zabytków sztuki sakralnej: - Uważam, że te elementy sztuki cmentarnej, które ocalały, należy zabezpieczać, nie tylko ze względu na ich wartość materialną, bo ta często jest niewielka, ale przede wszystkim ze względu na ich wartość historyczną, kulturową. Powinny powstawać lapidaria, takie jak w Pępicach lub w Opolu - na terenie cmentarza przy ul. Wrocławskiej. To jedyny sposób, aby uchronić relikty sztuki cmentarnej od zniszczenia i zapomnienia. Na składowisku kamienia, należącym do Zieleni Miejskiej, jest jeszcze wiele takich elementów. Ja nie jestem historykiem sztuki, nie znam ich wartości historycznej - mogę jedynie sygnalizować, że coś takiego jest i pomagać w ratowaniu. Rzeźba, którą udało się nam ocalić, lepiej spełni swą funkcję estetyczną, ciesząc oko opolan, niż gdyby miała leżeć następne kilkadziesiąt lat pod zwałami błota i kamieni.

Renowacji rzeźby podjął się prof. Marian Molenda z Instytutu Sztuki Uniwersytetu Opolskiego. Trwała ona trzy tygodnie. Po wstępnych oględzinach prof. Molenda ustalił, że przedmiot jego zabiegów renowacyjnych powstał około stu lat temu w jednej z niemieckich firm, w mieście Geislingenstadt. Zaskoczeniem był moment zidentyfikowania metody, jaką wykonano rzeźbę. Początkowo wydawało się, że jest to odlew miedziany. Po dokładnej analizie okazało się, że postać Chrystusa trzymającego krzyż została wykonana metodą natryskową - najpierw powstała figura ceramiczna, którą następnie pokryto warstwą miedzi. O stylistyce tej rzeźby profesor Molenda wypowiada się z dużym uznaniem: - To bardzo wartościowa rzeźba. Swą stylistyką nawiązuje do rzeźb Thorwaldsena i Canovy. Jest to stylistyka typowa dla okresu klasycystycznego, w którym dążono do ukazania sylwetki ludzkiej w idealnych proporcjach.
Kustosz Collegium Maius prof. dr hab. Stanisław S. Nicieja podkreśla, że podobne figury często spotyka się w kaplicach i na cmentarzach: - Widywałem je często także na dobrze mi znanym Cmentarzu Łyczakowskim. Wykonywano je na zamówienie bogatego mieszczaństwa oraz kościołów w jednej z wiedeńskich odlewni oraz kilku odlewniach niemieckich. Przypuszczam, że któryś z bogatych Opolan - pod koniec XIX lub na początku XX wieku - zakupił tę figurę w niemieckiej odlewni i postawił na grobie swojego bliskiego. Kiedy po latach trafiła do pracowni profesora Molendy, była poważnie uszkodzona: w krzyżu brakowało jednego ramienia, Chrystus miał utrąconą rękę, złamany obojczyk, a na jego głowie wyraźne były ślady od kul. Wyglądało to tak, jakby stał się obiektem swoistej egzekucji - może z rąk żołnierzy radzieckich? - bo wyraźnie celowano w czoło i skroń.

Renowacja rzeźby była nie tylko pracochłonna, ale i kosztowna, bo trzeba było użyć specjalnych klejów żywicznych, sprowadzonych z Niemiec. Koszty renowacji (4 tys. złotych) pokrył wypróbowany, hojny darczyńca Uniwersytetu Opolskiego (m.in. fundator stypendiów studenckich) Karol Cebula, prezes spółki "Intersilesia" ze Strzelec Opolskich.

Magdalena Baran

  studentka V roku filologii polskiej
up.pngDo góry

(c) 2003 Adrian Kajda