indeks.jpg navi.jpg


Kronika Uniwersytecka

Rektor wśród noblistów

Prof. K. Czaja członkiem Komitetu Chemii PAN

Honor dla uczelni

Kondolencje

Prof. Wiesław Lesiuk (1943-2003)

Profesor Najder na emeryturze

Jubileusz prof. Zdzisława Piaseckiego

Nominacje profesorskie

 

 


 


W łodzi Charona

Prof. Wiesław Lesiuk (1943-2003)

Kiedy umiera przyjaciel, ślepnie nam jedno oko,
Głuchnie jedno ucho, martwieje jedna dłoń.
Jest nas o połowę mniej.
Jedynie samotności jest w nas dwakroć więcej.

Jan Goczoł

Wiadomość o każdej śmierci przyjmujemy z reguły z niedowierzaniem. Ale wiadomość o tej śmierci wydawała się wręcz absurdem. Były ku temu przynajmniej dwa powody. Pierwszy - prof. Lesiuk był okazem zdrowia: szczupły, wysportowany, dbający zawsze o kondycję fizyczną, pedantycznie punktualny. Wydawał się człowiekiem idealnie zorganizowanym. A pogodna, serdeczna natura zdawała się mówić, iż stres jest mu obcy.

Drugi powód wyrastał z faktu, że uczony ten, o młodzieńczej sylwetce, umarł na zawał serca w Opolu, mieście, które ma jeden z najlepszych ośrodków kardiologicznych w kraju. Szpital na Witosa wyposażony jest w znakomitą aparaturę oraz pracują tam świetni kardiolodzy i kardiochirurdzy. Jesteśmy z tego ośrodka dumni. Niedawno na konferencji w Collegium Maius z wielkim uznaniem o opolskiej kardiologii mówili najwybitniejsi polscy specjaliści z tej dziedziny, profesorowie Religa, Zembala i Bochenek.

Twórcy szybkiej ścieżki reagowania na stan zawałowy serca w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu dowiedli już wielokrotnie, że jeśli pacjent dotknięty zawałem serca w ciągu 15 minut znajdzie się pod opieką opolskiego zespołu, jego życie jest uratowane. Dlatego tak trudno przyjąć wiadomość, że prof. Lesiuk zmarł z powodu niewydolności serca.

Byłem jednym z ostatnich, który widział Go na uniwersytecie. Był czwartek 29 października 2003 r. około godziny 14.00. Spotkaliśmy się po kilku tygodniach niewidzenia, na korytarzu w starym kampusie uniwersyteckim przy ulicy Oleskiej. Byłem spragniony rozmowy z Nim. Usiedliśmy na ławce przy kasie. Uczelnia była wyludniona, gdyż zaczynał się długi weekend. Zbliżało się święto zmarłych i wszyscy planowali wyjazd na groby swych najbliższych.

Wiesław mówił, że jest bardzo zapracowany. Kończył remont domu w Suchym Borze. Myślał o dłuższym wypoczynku. Nigdy dotychczas nie rozmawialiśmy o zdrowiu. Nie miał w sobie nic z hipochondryka, więc dziwnym wydało mi się jego stwierdzenie, że czuje się ostatnio nie najlepiej. Ma jakiś piekący ból w piersiach. Ale - mówił - wszystkie wolne chwile spędzam na świeżym powietrzu, dużo chodzę, jeżdżę na rowerze. Muszę jednak sprawdzić, co się dzieje z moim sercem. I właśnie za chwilę idę do Medremu na Katowicką do zaprzyjaźnionych lekarzy, aby mnie przebadali.

To mnie w zasadzie uśpiło. Dziś wiem, że trzeba było natychmiast reagować. Przecież mamy takie kontakty, z prof. Zbigniewem Religą, doktorem honoris causa naszego uniwersytetu włącznie. Nie dopuszczałem wówczas jednak myśli, że tego wysportowanego człowieka może spotkać coś tak nieprawdopodobnego, jak ciężki zawał serca, z którego się już nie wychodzi. Kto mógł przewidzieć, że są to ostatnie chwile profesora Lesiuka na Uniwersytecie Opolskim.

Po rozmowie, w której mówiliśmy o naszych doktorantach i przyszłej wspólnej publikacji, prof. Lesiuk poszedł sam na badania. Już pierwsza diagnoza była alarmująca: natychmiast wezwano karetkę pogotowia i wydano dyspozycję, aby zawieźć go do WCM na ulicę Witosa. Z tego, co się później dowiedziałem, prof. Lesiuk nie był świadom, że ociera się o śmierć i zamiast pozwolić zawieźć się do Centrum Medycznego, polecił, aby przewieziono go do Szpitala Wojskowego na Zaodrzu, bo - jak mówił - tam będzie czuł się bardziej bezpiecznie. Bo tam miał przyjaciół. Zawsze czuł się związany z wojskiem.

Nie wziął jednak pod uwagę, iż dziś, w takich sytuacjach, kiedy pęka serce, liczy się przede wszystkim szybkość działania i bardzo specjalistyczna aparatura. A najlepsza w Opolu jest właśnie w szpitalu na Witosa. Myślę, że to był niewybaczalny błąd, który pociągnął za sobą następstwo, iż opolskie środowisko akademickie straciło przedwcześnie jednego z najwybitniejszych swoich uczonych. I to w momencie, kiedy był On w najlepszym okresie swych sił twórczych, kiedy wydawał najważniejsze książki, otrzymywał prestiżowe nagrody, a na jego seminariach magisterskich i doktorskich powstawały świetne prace i rósł krąg bardzo mocno z nim związanych uczniów, których dziś możemy określać jako: przedstawiciele szkoły Lesiuka. Tej szkoły, która na długie lata wpływać będzie na kształt opolskiej humanistyki.

Prof. Wiesław Lesiuk umarł w przeddzień pięćdziesiątej rocznicy powstania opolskiego ośrodka akademickiego. Rósł z tym środowiskiem, osiągając wyjątkowy prestiż i zapisywał w jego historii jedną z najbardziej błyskotliwych karier: tak bardzo opolską, że trudno tu przywołać obecnie bardziej wyrazisty przykład.

Jak trudno dziś uwierzyć, że w pierwszych miesiącach 2004 roku, kiedy obchodzić będziemy pięćdziesięciolecie powstania w Opolu pierwszej wyższej uczelni humanistycznej - WSP i dziesięciolecie powstania Uniwersytetu Opolskiego - nie będzie z nami profesora Wiesława Lesiuka. Jego śmierć jest niepowetowaną stratą, bo mógł żyć przecież jeszcze przynajmniej kilkanaście lat. Nikt nie ustali, ile w tym czasie napisałby artykułów, książek, ile zorganizowałby konferencji, sympozjów, kolokwiów, ilu wykształciłby uczniów, ile swoich pomysłów wcieliłby w życie. Był to wszak nie tylko wybitny intelektualista, uczony, ale również świetny organizator, nauczyciel i mistrz.

Jak bardzo rozwinąłby kolekcję swych numizmatów, medali i odznaczeń wojskowych, które od lat młodzieńczych z wielką pasją zbierał i opisywał. Był człowiekiem szczęśliwym, bo jego praca identyfikowała się z jego pasją. I trudno uwierzyć, że tego szczęścia zabrakło mu w tej fazie biografii, która zaczynała wydawać najdojrzalsze owoce z racji wchodzenie w wiek dla uczonego wyjątkowo płodny.

Wiesław Lesiuk urodził się 11 grudnia 1943 roku w Borysławiu - stolicy polskiego przemysłu naftowego, jednym z kresowych miasteczek obrosłych literacką legendą Schulzowych “Sklepów cynamonowych”, “Ulicy krokodyli”, w nieistniejącym już świecie galicyjskim, którego duch został zapisany gdzieś na kartach “Austerii” Juliana Stryjkowskiego bądź “Lekcji martwego języka” Andrzeja Kuśniewicza - pereł polskiej literatury kresowej.

Jego rodzice, Wanda Sikorzanka z Hubicz (przedmieścia Borysławia) i Emil Lesiuk (1915-1986), technik samochodowy, wywieźli go - jak sam wspomina w jednym z wywiadów - w tobołku jako półtoraroczne dziecko, kiedy to jako zbiegowie, czując za sobą ciężkie brzemię banderowskich czystek etnicznych i jałtańskiego dyktatu, oddzielającego Borysław od Polski. Z falą tzw. repatriantów przybył do Opola tuż po zakończeniu wojny.

Ziemi swoich przodków Wiesław Lesiuk nigdy z autopsji nie poznał. Zaczął ją odnajdywać we wspomnieniach matki dopiero jako dojrzały mężczyzna, gdy po 1989 r., po zniesieniu cenzury, przez Polskę przeszła fala nostalgicznych resentymentów o utraconych Kresach Południowo-Wschodnich. Jego ojczyzną poprzez wybór rodziców stało się Opole. Tu Lesiukowie z półtorarocznym dzieckiem przybyli w maju 1945 roku i tu znaleźli swój pierwszy dom przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej w pobliżu dworca głównego. Dalsza rodzina osiadła w Wałbrzychu i okolicach. Tam też znaleźli swoją nową ojczyznę inni borysławianie. Dlatego polskie tradycje Borysławia żyją dziś w Wałbrzychu, tak jak Lwowa we Wrocławiu.

Po trzech latach Lesiukowie przenieśli się na ulicę Plebiscytową na ostatnie piętro kamienicy narożnej w pobliżu ówczesnych koszar radzieckich, w których dziś mieści się Instytut Prawa i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Tam upłynęło dzieciństwo i lata chłopięce Wiesława Lesiuka. Ojciec jego pracował w branży samochodowej, osiągając z czasem status kierownika Wojewódzkiej Kolumny Transportowej, matka i babka zajmowały się domem. Stąd dzieciństwo Wiesława Lesiuka było wyjątkowo szczęśliwe. Wyrastał wspólnie z młodszą siostrą Elżbietą jak cieplarniany kwiat otoczony wielką miłością najbliższych mu kobiet.

Uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 12 w pobliżu dawnego, rozebranego w latach siedemdziesiątych, budynku straży pożarnej, gdzie było boisko szkolne otoczone kasztanami. Tam zaczął się oddawać swej pasji sportowej - biegom sprinterskim i skokom. Ta pasja towarzyszyła mu do końca życia.

W 1957 r. Lesiuk zaczął uczęszczać do Liceum im. M. Kopernika, mieszczącego się wówczas przy placu Staszica. Miał tam świetnych nauczycieli, szczególnie matematyczkę Marię Opielankę, anglistkę Marię Wróblewską i historyka prof. Edwarda Mendla. Kochał szkołę, lubił naukę, był karnym i zdyscyplinowanym uczniem. Miał świetnych kolegów szkolnych. W jednej ławce siedział ze Zdzisławem Budzyńskim - obecnie wybitnym architektem. Koleżankami z klasy były też: Krystyna Lenart - obecnie dyrektor Muzeum Śląska Opolskiego, Halina Sitnik i Izabela Pawłowska - znakomite opolskie lekarki, dr Wanda Matwiejczuk - obecna dyrektor Biblioteki Głównej Uniwersytetu Opolskiego i dr Henryk Koniarski z Instytutu Pedagogiki.

Wiele osób z klasy licealnej Lesiuka osiągnęło wysoki poziom profesjonalny w swoim zawodzie. Dyrektorem tego liceum był późniejszy kurator opolski Kazimierz Pawliszyn.

W 1961 r., głównie pod wpływem prof. Edwarda Mendla, Wiesław Lesiuk poszedł na studia historyczne do Wrocławia. Myślał jeszcze o studiach anglistycznych, ale kierunek ten właśnie wówczas na Uniwersytecie Wrocławskim zawieszono. W 1966 roku obronił pracę magisterską napisaną pod kierunkiem prof. Adama Galosa - świetnego warsztatowca, jednego z najwybitniejszych historyków wrocławskich. Trzy dni po obronie pracy magisterskiej rozpoczął pracę w Instytucie Śląskim w Opolu.

W Opolu osobami, które najbardziej kreatywnie wpłynęły na osobowość naukową Wiesława Lesiuka, byli profesorowie Józef Kokot, ówczesny dyrektor Instytutu Śląskiego i Franciszek Hawranek - wybitni opolscy humaniści.

W Instytucie Śląskim panowała wówczas atmosfera sprzyjająca pracy zespołowej. Trójka młodych historyków: Michał Lis, Zbigniew Kowalski, Wiesław Lesiuk była w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych najbardziej płodną i dynamiczną grupą młodych uczonych i znakomicie współdziałała ze starszymi, mającymi już ogólnopolski autorytet profesorami Kokotem i Hawrankiem. To właśnie ten zespół wydał kilka ważnych, ponadczasowych syntez historycznych, antologii źródeł, mniejszych i większych opracowań biograficznych, w tym powszechnie znaną i nagradzaną “Encyklopedię powstań śląskich”. Z jego nazwiskiem związane są wszystkie najważniejsze osiągnięcia badawcze i organizacyjne tej placówki naukowej, dyrektorem Instytut Śląskiego był przez pięć lat.

W tym samym czasie, w październiku 1996 roku, gdy Wiesław Lesiuk został dyrektorem Instytutu Śląskiego, mnie przypadł zaszczyt kierowania Uniwersytetem Opolskim. I wówczas postanowiliśmy bardzo blisko związać ze sobą - naukowo i organizacyjnie - te dwie instytucje, które dotychczas rywalizowały ze sobą. Uważaliśmy, że powinniśmy tworzyć wspólny organizm pod szyldem “opolska nauka i edukacja” i wzajemnie wspomagając się, bardzo wzmocniliśmy swoje instytucje. Wtedy to Wiesław Lesiuk, początkowo jako profesor na drugim etacie, wszedł mocno w struktury uniwersyteckie i zaczął w bardzo wyrazisty sposób budować siłę i prestiż uniwersyteckiej politologii. Okazał się znakomitym wykładowcą lubianym i szanowanym przez studentów i młodych pracowników naukowych. Pasjonująco opowiadał o swoich badaniach i dzielił się ich wynikami. “Na jego seminariach magisterskich - wspomina Ewa Skrabacz, asystentka Profesora - był zawsze nadkomplet, a wokół niego zawsze tłum zainteresowanych. Pociągał nas stylem komunikowania się. Był też Profesor realistą. Nie żył w przekonaniu, że wszyscy muszą kochać to, czym On się pasjonuje. Nie ubezwłasnowolniał piszącego pracę magisterską, ale doradzał, pomagał, inspirował. I zawsze dbał o poziom”.

Na uniwersytecie opowiadana jest historia o tym, że profesor woził od urzędu do urzędu pewną studentkę piszącą u niego pracę magisterską, pomagając jej zbierać materiały.

W tym samym czasie Profesor związał się bardzo mocno z Uniwersytetem Śląskim w Opawie, osiągając tam wyjątkowy prestiż i wielkie sukcesy w zakresie kształcenia młodej kadry oraz wspólnych polsko-czeskich wydawnictw. Był członkiem Senatu i Rady Naukowej Uniwersytetu w Opawie. Wyrazem uznania stał się doktorat honoris causa, jaki uzyskał na tej czeskiej uczelni.

Będąc wybitnym śląskoznawcą i niemcoznawcą, recenzował doktoraty i prace habilitacyjne w kraju i za granicą. W latach dziewięćdziesiątych, po nawiązaniu stosunków partnerskich z czeską Opawą, poszerzył zakres swego oddziaływania na niemiecki Mülheim i w ten sposób był kreatorem bardzo oryginalnego międzynarodowego trójkąta badawczego polsko-niemiecko-czeskiego, organizując świetne międzynarodowe konferencje głównie w ramach “Colokwium Opole”, w którym uczestniczyli regularnie polscy, niemieccy i czescy uczeni: historycy, politolodzy, socjolodzy, demografowie itp.

Prof. Wiesław Lesiuk z pasją budował też swój dom w Suchym Borze. Chciał mieć dom niebanalny, z duszą, o bardzo oryginalnym wystroju. I na tym się koncentrował. Bardzo żałuję, że nie zobaczę tego domu z nim jako gospodarzem, tym bardziej, że on bywał w moim dworku w Pępicach i doradzał mi w remontach. Bardzo mi pomógł, kiedy próbowano unicestwić moje pępickie lapidarium. W swym archiwum przechowuję zredagowane przezeń oświadczenie w mojej obronie.

Nie miejsce tu, aby pokazać całokształt niezwykle rozległej historiograficznej twórczości prof. Wiesława Lesiuka. Warto jednak dać statystyczny obraz tej twórczości. W sumie napisał ponad 500 publikacji o tematyce historyczno-politologicznej, w tym 5 książek autorskich, 7 współautorskich, ponad 30 pod jego redakcją. Popularyzując dzieje Śląska, wymyślił i zorganizował polsko-niemiecką wystawę historyczno-muzealną pt. “Przebudź się serce moje i pomyśl”, poświęconą historycznym relacjom między Śląskiem a Berlinem i Brandenburgią w ostatnich 250 latach. Obejrzało ją ponad 100 tysięcy osób w Polsce i Niemczech.

W samej “Encyklopedii powstań śląskich” był autorem 210 haseł encyklopedycznych o łącznej objętości około 202 stron. Był autorem wielu ekspertyz i raportów naukowych, realizowanych na zamówienie władz wojewódzkich i centralnych. Był też laureatem kilku prestiżowych nagród, m.in. Nagrody Miasta Opola, Wojewody Opolskiego, nagród im. Wojciecha Korfantego, Karola Miarki, Juliusza Ligonia oraz Zygmunta Glogera - przyznanej przez kapitułę z prof. Aleksandrem Gieysztorem na czele za szczególne zasługi w obronie kultury ludowej.

W środowisku uniwersyteckim znana była jego miłość do grzybów i ryb. W sezonie znosił torby pełne grzybów i chętnie je rozdawał. Ale największą pasją były odznaki wojskowe. Jego pokój wypełniony był dziesiątkami gablot, w których umieszczono setki unikatowych odznaczeń, których trudno by nawet szukać w warszawskim Muzeum Wojska Polskiego. Był na swój sposób klasycznym intelektualistą z innej nieco epoki. Bo nigdy nie używał komputera ani nawet maszyny do pisania, gdyż uważał, że stuk klawiszy maszyny rozprasza jego myśli. Pisał piórem, które co pewien czas zmieniał, mówiąc nieco przewrotnie, że jeśli odpływała od niego wena, to trzeba sięgnąć po nowy egzemplarz pióra z porządną stalówką. Posiadał niezwykle wyszukane i rzadkie pióra, najczęściej parkery.

Odprężał się przy trylogii Sienkiewicza i przy muzyce poważnej. Po dziadku - stolarzu odziedziczył prawdopodobnie zamiłowanie do majsterkowania. Sam osobiście wykonywał gabloty drewniane na zbiory swoich medali wojskowych.

Nie mam wątpliwości, że Opole opustoszało. Z jego ulic i instytucji odszedł człowiek, który tworzył jego koloryt. Odszedł niespodziewanie, za szybko i dlatego tak straszliwie to boli.

Stanisław Sławomir Nicieja
Senator RP

P.S. Dla przyszłych biografów podaję najważniejsze artykuły pośmiertne o prof. Wiesławie Lesiuku:
M. Lis, Prof. Wiesław Lesiuk (11.12.1943 - 1.11.2003). Pożegnanie, “Gazeta w Opolu”, 3 XI 2003.
A. Koszałkowska, Śmierć Profesora, “Nowa Trybuna Opolska”, 7 XI 2003.
A. Janowski, Odszedł Prof. Lesiuk , “Gazeta w Opolu”, 3 XI 2003, s.2.
B. Kozera, Prof. Wiesław Lesiuk - wspomnienie, “Gazeta w Opolu”, 3 XI 2003, s. 4.
Prof. Lesiuk nie żyje, “Nowa Trybuna Opolska”, 3 XI 2003, s. 2.
M. Sagan, Pożegnaliśmy niezwykłego człowieka. Ostatnia droga prof. Wiesława Lesiuka, “Gazeta w Opolu”, 8 XI 2003, s. 2.

up.pngDo góry

(c) 2003 Adrian Kajda