indeks.jpg navi.jpg


Kronika Uniwersytecka

Rektor wśród noblistów

Prof. K. Czaja członkiem Komitetu Chemii PAN

Honor dla uczelni

Kondolencje

Prof. Wiesław Lesiuk (1943-2003)

Profesor Najder na emeryturze

Jubileusz prof. Zdzisława Piaseckiego

Nominacje profesorskie

 

 


 


Rektor wśród noblistów 

Z prof. dr. hab. Józefem Musielokiem, rektorem UO, rozmawia Barbara Stankiewicz 

- W październiku uczestniczył pan w międzynarodowym sympozjum fizyki atomowej, które odbyło się w Gaithersburgu, w jednej z badawczych instytucji federalnych USA o najwyższej światowej renomie - National Institute of Standards and Technology, gdzie, jako jedyny Polak, wygłosił pan wykład. Jak brzmiał tytuł tego wykładu?

- Mówiłem o metodzie pomiaru stałych atomowych, wykorzystywanych m.in. w astrofizyce, a więc o pomiarze prawdopodobieństw przejść z użyciem stabilizowanych łuków. Metodę tę udoskonalił nasz opolski zespół - i to jest powód, dla którego zaproszono mnie na tę konferencję. Otóż, jeszcze w latach sześćdziesiątych mój promotor prof. Antoni Opolski, który wówczas pracował w katedrze matematyki opolskiej WSP, otrzymał propozycję objęcia opieką pracowników katedry fizyki. Profesor Opolski, astrofizyk, skupił wtedy wokół siebie grupę młodych fizyków. W skład tej grupy weszli moi starsi koledzy, m.in.: Antoni Golly, Tadeusz Wujec, Maria Górecka, Bolesław Grabowski, później dołączyłem do nich także ja. Z czasem do naszego zespołu dołączyli: Józef Kusz, Jacek Halenka i młodzi doktoranci: Adam Bacławski i Ireneusz Książek. Zajmowaliśmy się budową aparatury do pomiaru stałych atomowych, które są niezmiernie ważne m.in. dla interpretacji widm gwiazd. W owych latach siedemdziesiątych wspólnie z Politechniką Wrocławską, gdzie bardzo aktywnie działał doc. Albin Czernichowski i z nieżyjącą już prof. Danutą Kunisz z Uniwersytetu Jagiellońskiego, nawiązaliśmy współpracę z poprzednikiem dzisiejszego NIST - NBS, amerykańską, federalną instytucją badawczą, która poszukiwała zespołów badawczych z całego świata, zajmujących się wyznaczaniem stałych atomowych. Podobną współpracę z NBS nawiązali naukowcy jugosłowiańscy. Projekt, nad którym pracowaliśmy - niejako pod patronatem NBS - był finansowany z Funduszu Marii Curie-Skłodowskiej, zasilanego przez senat amerykański oraz stronę polską. Zgodnie z umową zawartą między naszym państwem a USA, Polska przekazywała na konto tej fundacji pieniądze, które była winna Amerykanom za tzw. pożyczkę zbożową. Była to więc dziwna transakcja: w zamian za współfinansowanie badań wskazanych przez stronę amerykańską, kraj nasz został zwolniony z oddawania długu za zboże.

- Te kontakty opolskich fizyków z amerykańskim NIST trwają do dziś - czego dowodem pańska obecność na listopadowym sympozjum...

- Gwoli ścisłości: nie byłem jedynym zaproszonym tam Polakiem, bo w sympozjum uczestniczył też prof. Karol Musioł, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpraca opolskich fizyków z NBS, a później - z NIST, z biegiem lat rozwijała się coraz bardziej. Ja pracowałem tam w latach 1980-1981. Stan wojenny przerwał te nasze kontakty, ale nawiązaliśmy je ponownie z początkiem lat dziewięćdziesiątych. I tak - w latach 1992-1993, a także w 1995 i 1998 roku - znów miałem okazję przebywać w NIST, gdzie razem z kolegami amerykańskimi prowadziliśmy nasze badania. W ciągu ostatnich dziesięciu lat ukazało się wiele ważnych publikacji, będących efektem naszej wspólnej, z Amerykanami, pracy. Byłem współautorem tych publikacji. Ale powodem bezpośrednim zaproszenia mnie do udziału w listopadowym sympozjum w NIST był fakt, że szef jednego z dużych instytutów badawczych NIST - prof. Wolfgang Wiese, fizyk powszechnie ceniony na całym świecie - skończył właśnie 70 lat i wybiera się na emeryturę. To sympozjum miało na celu podsumowanie dorobku naukowego profesora Wiesego, do udziału w nim zaproszono więc współpracowników profesora, a ponieważ byliśmy współautorami wielu prac, zaproszono i mnie. Miałem zreferować wyniki badań, które były prowadzone w Opolu, a także w NIST - z użyciem stabilizowanych łuków, a poświęconych wyznaczaniu stałych atomowych.

- NIST, instytucja, z którą pan współpracował, może się poszczycić dwoma noblistami w zakresie fizyki: Williamem Philipsem i Ericiem Cornellem. Czy w czasie swoich pobytów w Gaithersburgu spotykał pan tych naukowców?

- Z Williamem Philipsem znamy się od 1993 r., wprawdzie nie współpracowaliśmy bezpośrednio, ale regularnie spotykaliśmy się na seminariach w NIST, gdzie referowaliśmy wyniki naszych badań. Bill jest bardzo ciekawym, życzliwym i koleżeńskim człowiekiem, Nagroda Nobla w ogóle nie przewróciła mu w głowie - swój gabinet nadal dzieli z młodszym kolegą, dalej chodzi w dżinsach i trampkach, pozostał sobą. Kiedy ogłoszono, że otrzymał Nagrodę Nobla i natychmiast zbiegli się dziennikarze, musiał pożyczyć od profesora Wiesego krawat, żeby jakoś zaprezentować się przed kamerami. Erica Cornella znam mniej, nie mieliśmy okazji nawiązać bliższej znajomości, tym bardziej, że głównie przebywał w filii NIST, w Boulder (Colorado).

- Czy nadal pracuje pan nad projektem rozpoczętym przed laty przez grupę opolskich fizyków?

- Niestety, coraz trudniej znaleźć mi na to czas, choć nadal interesuję się pomiarami, prowadzonymi obecnie przez moich młodszych kolegów, a ostatnio także koleżankę - Agnieszkę Bartecką. Taka jest kolej rzeczy. Wiosną byłem we Wrocławiu, na jubileuszu 90-lecia wspomnianego przeze mnie prof. Antoniego Opolskiego, od którego przecież cała ta nasza opolska przygoda z wyznaczaniem stałych atomowych się zaczęła. Powiedziałem mu o tym, że jako jedyny Polak będę - na sympozjum w NIST - opowiadał o naszych pracach. Pracach, które przecież on przed laty zapoczątkował, wykazując się wielką intuicją i dalekowzrocznością. Później, w liście, napisał mi profesor Opolski: „nie zdawałem sobie sprawy, że zainicjowałem takie ważne rzeczy”.

- Dziękuję za rozmowę.

up.pngDo góry

(c) 2003 Adrian Kajda